Jazzowy chillout Hoppera

Edward Hopper, „Automat” 1927

  Wieczór, ciemno, chłodno. Ale nie w mieście, nie w przesadnie oświetlonych, nagrzanych wnętrzach. Jasne światło odbija się w gładkiej powierzchni szkła, szybuje w mrok, powiela jarzeniowe echo. Powietrze pachnie rozgrzanym metalem i odrobiną kurzu, cynamonem ciastek. Kawa paruje. W radio jazz. Zmęczenie dniem osiada na ramionach. Zabiegane jesienne popołudnie przeszło niepostrzeżenie w leniwy przedzimowy wieczór. Zakupy, spotkania, projekty? Nie tutaj, tutaj odpoczywam. Zaraz dopiję kawę i pójdę dalej – w mrok własnych spraw. Patrzcie…

≈A≈

 

 

Gierymski vs. da Vinci – starcie mistrzów

Pomarańczarka vs. Mona Lisa

     

 Chcesz obejrzeć obraz w powiększeniu? Kliknij na obrazie

A. Gierymski, Żydówka z pomarańczami, 1881   vs.   L. da Vinci, Mona Lisa, 1506

  Możecie uznać, że mnie poniosło – porównywać te dwa dzieła. A ja pytam – czemu nie? Powiecie: niebo a ziemia, geniusz kontra rzemieślnik. A ja powiem: idealizm kontra życie.

  Te dwa obrazy różni nie tyko epoka, styl, postać i wiek modelki, ale też sposób postrzegania malarstwa przez wykonawcę, podejście do istoty wykonywanej pracy.

  Łączy je „kobiecy” temat. Podobne, centralnie przedstawione ujęcie kobiecej postaci, enigmatyczne skrzywienie ust, który u jednej jest zapowiedzią uśmiechu, u drugiej zwiastować może łzy. Tło nieco przymglone, lekko zarysowane.

  Pomarańczarka jest kobietą z krwi i kości. Spracowaną, zmęczoną, lecz domyślać się można, że w ciągłym ruchu, handlarka cytryn (pomarańczy?), w rękach dzierży druty, którymi przebiera nad robótką. Chłodne nadrzeczne tło i strój kobiety wskazują na mglisty jesienny poranek.

  … Chłodne powietrze znad Wisły niesie z sobą gryzącą woń z kopcących nad miastem  kominów i nadrzecznego szlamu. Za to z koszyków handlarek dobiega delikatny zapach cytrusów i późnych jabłek. Na bazarze rozkręca się powoli poranny harmider, krzyki chłopców na posyłki, targowanie przekupek, przekleństwa woźniców. „Apluzyny*, świżutkie aaaaapluzynyyyy….” Rześkie powietrze rozjaśnia się dniem, a staruszka, mimo wczesnej pory, jest już zmęczona, od pracy, nędzy, braku sił w codziennych zmaganiach.

  (* w dawnej gwarze – pomarańcze, cytrusy)

  Patrząc na Mona Lisę nie mam wrażenia, że patrzę na żywą istotę, jest jak dla mnie nierealna i androgyniczna. Jakby autor stworzył nie portret konkretnej osoby, lecz uniwersalny wzorzec portetowania. Wczesnorenesansowa dama na tle spokojnego pejzażu. Bez żadnej cechy charakterystycznej, żadnych wskazówek co do upodobań, cech osobowych. Postać „usadzona” jakby w oknie, na tle pejzażu w monotonnej kolorystyce, ale dramatycznym ukształtowaniu, woda, wzgórza, akwedukty, kamieniste zbocza i droga w wąwozach. Wygładzone rysy twarzy są tak uniwersalne, że widziano w nich nie tylko różne kobiety, ale nawet samego Leonarda. Wrażenie uniwersalności potęguje wyrównana kolorystycznie paleta, niemal monochromatyczna.

  Jest też coś, czego pominąć nie sposób – maniera malarska wynikająca z epoki, z tego, było w danym momencie „modne” i z tego, jakimi surowcami dysponowano. Ręcznie wyrabiane farby Leonarda, o różnym stopniu trwałości, malowane na desce kontra farby przemysłowe Gierymskiego, malowane na płótnie. Renesansowa zwiewność obrazu kontra grubo ciosany farbą realizm epoki impresjonizmu.

  A nadal, mimo wykazania tak wielu różnic, widzę tutaj rys wspólny. Czy dotyczy on kobiecości? Czy to łagodność spojrzenia, a może pewna słabość w opuszczonych ramionach? A może to nieco nierealne tło, które wzmaga poczucie odrębności przedstawionych postaci?

   U mnie wynik 1:0 dla Gierymskiego.

   A u Was ? ;)

≈A≈

Rykowisko bez jelenia (za to mistrzowskie) Iwan Szyszkin

  Czy wspominałam już, jak nieznośnie prowincjonalny mam gust? Czy potrzeba oku więcej do szczęścia, niż spokojny, sielski widoczek? No, może tylko tego, żeby ten widoczek był udany…

     Lato na Polesiu, Iwan Szyszkin

   Trudno mi powiedzieć, czy to ja akurat wyrosłam w takim otoczeniu, czy też jest to ogólna tendencja do ozdabiania ścian czymś więcej niż ozdobne tapety i fotki z wakacji. Gdziekolwiek bywałam za młodu z tak zwaną wizytą, czy to w bloku z wielkiej płyty, czy w chylących się do ziemi chałupkach, wszędzie wisiało coś, na czym można było oko zawiesić. Obrazy, święte obrazki, reprodukcje, fotografie, litografie, pastele i rękodzieło. Plecionki z suszek, wyklejanki z pestek, patchworki, ręcznie haftowane krzyżykiem makatki. Stąd mogę spokojnie stwierdzić, że mam naprawdę niezłe porównanie. Od naprawdę ciekawych domorosłych artystów i udane reprodukcje po koszmarne, acz nieśmiertelne jelenie wśród ściernisk i łopoczące żagle na wzburzonym morzu.

Dęby, 1891 Iwan Szyszkin

  Ale czy naprawdę wszystkie przysłowiowe jelenie są straszne? A właśnie. Rzecz w tym, że nie muszą. Mogą być naprawdę udane, kojące, urokliwe. W przypadku klasycznych widoczków nie ma mowy o zróżnicowanych technikach, żadnego impresjonizmu, żadnego pląsania barwnymi plamami po płótnie. Klasyczne obrazki są realistyczne, mają wiernie oddawać łono przyrody. Moim niekwestionowanym mistrzem w tym zakresie jest Iwan Szyszkin (w lit. zachodniej jako Ivan Shishkin).

   Dębowy święty gaj, 1887 Iwan Szyszkin

   Szyszkin wyspecjalizował się w naturalistycznym malarstwie pejzażowym, doprowadzając je do czystej perfekcji. Pośród drzew trzeba stworzyć fakturę liści, kory drzewnej, traw i runa leśnego. Nanieść na to światłocień. Oddać wielość odcieni spośród jednej palety. Mrówcza, misterna praca! Szyszkin ja mało kto potrafił oddać niuanse obrazów tak wiernie, że część z nich wygląda jak fotografie. Oddawał widoki, które są o włos od banalności, piaszczyste drogi przez pola, leśne dukty, kwietne łączki. Moim zdaniem obrał sobie drogę, która najbardziej balansuje pomiędzy geniuszem a kiczem, i przeszedł po niej pewną, spokojną stopą.

         Na brzegu Zatoki Fińskiej w pobliżu Narva, 1889 Iwan Szyszkin

   Iwan Iwanowicz Szyszkin, ros. Иван Иванович Шишкин (ur. w 1832 r., zm. w 1898 r.) – rosyjski malarz, pejzażysta. Ukończył Moskiewską Szkołę Malarstwa, Rzeźby i Architektury, a następnie petersburską Cesarską Akademię Sztuk, którą ukończył z najwyższymi wyróżnieniami i złotym medalem za dwa obrazy pod wspólnym tytułem Widok z wyspy Valaam. Kukko. Akademia umożliwiła mu także w nagrodę kontynuację studiów za granicą. Po trzyletniej podróży po Europie powrócił do Petersburga, gdzie związał się z Cesarską Akademią Sztuki, gdzie wkrótce został profesorem (Wikipedia).

W parku, 1897 Iwan Szyszkin

  Chociaż życie prywatne malarza nie było sielankowe, w jego pracach nie znajdujemy śladu trudów i tragedii (śmierć dwóch żon, synów). W pracach artysty zdaje się nie istnieć upływ czasu większy niż rok, widoczny w zmianie pór roku w przyrodzie. Pod względem technicznym prace nie zmieniają się przez lata. Zdumiewające jest, że to, co stanowi o ich sile, przez współczesnych Szyszkinowi zachodnich malarzy zostało uznane za słabość. Kpiono sobie ze zbytniego przywiązania do szczegółów, do „pocztówkowości” obrazów. Ale nie zapominajmy, że właśnie otwarto Salon Odrzuconych i zapewne w modzie było gardzenie z naturalizmu, zwłaszcza wobec przybysza ze wschodu. Na szczęście na własnym polu Szyszkin znalazł uznanie.

Polna droga, Iwan Szyszkin

   Ja uwielbiam Szyszkina za lato. Późną jesienią, gdy już szaro za oknem i teraz – na przedwiośniu, kiedy bardzo tęsknię za latem, zapachem siana i brzęczeniem pszczół – Iwan S. spełnia wizualnie moje marzenia. W wyobraźni przenoszę się na piaszczystą polną drogę lub w chłodny cień lasu. Myślę o pikniku na trawie pod wolno przepływającymi chmurami i beztrosce letnich weekendów. I o tym, że ten czas się zbliża, więc już można planować piknikowe menu ;)

Kobieta z parasolką na kwietnej łące, 1881 Iwan Szyszkin

Deszcz w dębowym lesie, Iwan Szyszkin

         Młyn na polu, Iwan Szyszkin

Potok w brzozowym lesie, 1883 Iwan Szyszkin

         Sosna na piasku, 1884, Iwan Szyszkin

                     Brzozowy gaj, 1896, Iwan Szyszkin

Sosnowy las, 1895, Iwan Szyszkin

                      Ule w lesie, 1876, Iwan Szyszkin

                          Narożnik ogrodu porośnięty podagrycznikiem , 1884, Iwan Szyszkin

≈A≈