Gierymski vs. da Vinci – starcie mistrzów

Pomarańczarka vs. Mona Lisa

     

 Chcesz obejrzeć obraz w powiększeniu? Kliknij na obrazie

A. Gierymski, Żydówka z pomarańczami, 1881   vs.   L. da Vinci, Mona Lisa, 1506

  Możecie uznać, że mnie poniosło – porównywać te dwa dzieła. A ja pytam – czemu nie? Powiecie: niebo a ziemia, geniusz kontra rzemieślnik. A ja powiem: idealizm kontra życie.

  Te dwa obrazy różni nie tyko epoka, styl, postać i wiek modelki, ale też sposób postrzegania malarstwa przez wykonawcę, podejście do istoty wykonywanej pracy.

  Łączy je „kobiecy” temat. Podobne, centralnie przedstawione ujęcie kobiecej postaci, enigmatyczne skrzywienie ust, który u jednej jest zapowiedzią uśmiechu, u drugiej zwiastować może łzy. Tło nieco przymglone, lekko zarysowane.

  Pomarańczarka jest kobietą z krwi i kości. Spracowaną, zmęczoną, lecz domyślać się można, że w ciągłym ruchu, handlarka cytryn (pomarańczy?), w rękach dzierży druty, którymi przebiera nad robótką. Chłodne nadrzeczne tło i strój kobiety wskazują na mglisty jesienny poranek.

  … Chłodne powietrze znad Wisły niesie z sobą gryzącą woń z kopcących nad miastem  kominów i nadrzecznego szlamu. Za to z koszyków handlarek dobiega delikatny zapach cytrusów i późnych jabłek. Na bazarze rozkręca się powoli poranny harmider, krzyki chłopców na posyłki, targowanie przekupek, przekleństwa woźniców. „Apluzyny*, świżutkie aaaaapluzynyyyy….” Rześkie powietrze rozjaśnia się dniem, a staruszka, mimo wczesnej pory, jest już zmęczona, od pracy, nędzy, braku sił w codziennych zmaganiach.

  (* w dawnej gwarze – pomarańcze, cytrusy)

  Patrząc na Mona Lisę nie mam wrażenia, że patrzę na żywą istotę, jest jak dla mnie nierealna i androgyniczna. Jakby autor stworzył nie portret konkretnej osoby, lecz uniwersalny wzorzec portetowania. Wczesnorenesansowa dama na tle spokojnego pejzażu. Bez żadnej cechy charakterystycznej, żadnych wskazówek co do upodobań, cech osobowych. Postać „usadzona” jakby w oknie, na tle pejzażu w monotonnej kolorystyce, ale dramatycznym ukształtowaniu, woda, wzgórza, akwedukty, kamieniste zbocza i droga w wąwozach. Wygładzone rysy twarzy są tak uniwersalne, że widziano w nich nie tylko różne kobiety, ale nawet samego Leonarda. Wrażenie uniwersalności potęguje wyrównana kolorystycznie paleta, niemal monochromatyczna.

  Jest też coś, czego pominąć nie sposób – maniera malarska wynikająca z epoki, z tego, było w danym momencie „modne” i z tego, jakimi surowcami dysponowano. Ręcznie wyrabiane farby Leonarda, o różnym stopniu trwałości, malowane na desce kontra farby przemysłowe Gierymskiego, malowane na płótnie. Renesansowa zwiewność obrazu kontra grubo ciosany farbą realizm epoki impresjonizmu.

  A nadal, mimo wykazania tak wielu różnic, widzę tutaj rys wspólny. Czy dotyczy on kobiecości? Czy to łagodność spojrzenia, a może pewna słabość w opuszczonych ramionach? A może to nieco nierealne tło, które wzmaga poczucie odrębności przedstawionych postaci?

   U mnie wynik 1:0 dla Gierymskiego.

   A u Was ? ;)

≈A≈

Puzzle Mona Lisa

  Koniec czerwca znowu nie zachwyca, zamiast upałem i olejkami do opalania, częstuje deszczem i wiatrem. Na oko – późny wrzesień i aura jak na obrazach Wiliama Turnera, jak kto lubi (mam na myśli zarówno Turnera, jak i aurę), ja zdecydowanie nie.

  Dlatego na czerwcową jesień proponuję nieskomplikowaną rozrywkę – puzzle! Ilość elementów można sobie dopasować samodzielnie, włączenie „duszka” pokazuje obraz oryginału w tle. Miłej zabawy !

  Na początek – oryginał:

  A teraz – do dzieła:

previewKliknij w obrazek

≈A≈

W nowym ciele stary duch ?

  Odnowa zabytków, odbudowa, renowacja, odświeżanie, regeneracja… Od zawsze fascynuje mnie proces konserwacji staroci. Żmudna, ciężka i precyzyjna praca, która z obiektu o wyglądzie śmiecia czyni perełkę i przedmiot pożądania. Nitka po nitce, supełek do supełka, kropki farby wielkości czubka szpilki, żywice, kleje, lakiery, cegły… Dużo czasu, dużo cierpliwości i nieustająca wizja celu, do którego się zmierza. Podziwiam determinację ludzi, którzy muszą włożyć wysiłek nie tylko w odnowienie zabytku, ale przede wszystkim, w zdobycie na ten cel funduszy, w uzasadnienie takiej konieczności. Wiele bezcennych obiektów niszczeje, ponieważ należą do ludzi, którzy nie mają środków na doprowadzenie ich do należytego stanu, i co gorsza – brakuje im wiedzy, możliwości lub po prostu wytrwałości, żeby o to powalczyć. Straszne są opowieści o zmarnowanych możliwościach, wandalizmie, a także czasem głupocie ludzkiej. A w Polsce pole do popisu jest szerokie, czego nie wywieźli okupanci i najeźdźcy (oraz, niestety, „ratownicy”) zniszczyły przyziemne potrzeby pierwszych lat powojennych i PRL-u. I mimo, że nie brakowało entuzjastów chroniących ślady dawnych epok, to zabrakło czegoś innego. W czasach powszechnych braków, zniszczeń i powojennych „zbrzydzeń”, wiecznego niedostatku – zabrakło kultury poszanowania dla tego, co dawne. To, co dawne stało się tym, co zniszczone, zdewastowane i brudne. Wielki kawał Europy w latach 50. pragnął tego, co nowe, świeże i nowoczesne. W krajach, które przez stulecia pielęgnowały własne dziedzictwo był to nadal proces naturalny, u nas proces ten został przerwany już choćby zaborami, o dalszych losach nie mówiąc. Mnóstwo podziękowań należy się wszystkim, którzy przyłożyli się ochrony dzieł przed zniszczeniami wojennymi i rewindykacji dzieł w kolejnych latach, jak śp. Karol Estreicher, „obrońca” Damy z gronostajem czy Ołtarza mariackiego.

darmowy hosting obrazków          Leonardo da Vinci, Dama z gronostajem, namalowany około 1489-90
         Wit Stwosz, ołtarz Zaśnięcia NMP, 1477–1489

 

  Nawiązując do tego tematu – w kinach teraz mamy „Złotą damę”, akcja współczesna przetykana jest wspomnieniami przedwojennego Wiednia. Mowa tu oczywiście o Złotej damie Klimta i jej powikłanych dziejach. Radzę skorzystać póki czas, recenzje zapowiadają się dobrze, a ja mam wewnętrzne przekonanie, że Helen Mirren nie grywa w kiepskich filmach.

  Niemniej silnie fascynują mnie historie o znaleziskach cennych perełek, o odkryciach na miarę Indiany Jonesa (lub Pana Samochodzika – pamiętacie?). Swoją drogą, gdzie byłoby teraz nasze wyobrażenie archeologa-awanturnika, gdyby nie Indy Jones i Lara Croft? ;)

  Cóż, nie tak spektakularne są prawdziwe odkrycia, nie tak szalone życie archeologów, ale czy mniej emocjonujące? Niejeden historyk sztuki, archeolog czy konserwator marzy, jak sądzę, w głębi duszy, żeby na starym strychu lub w zapyziałym wiejskim kościele znaleźć cudeńko na miarę El Greco, lub szkic – rysunek Pissarra. (Z tym ostatnim nawiązuję do odkryć najświeższych, rysunek odkryto w Muzeum Narodowym w Poznaniu i można go było obejrzeć w czasie Nocy Muzeów).

         El Greco, Ekstaza Św. Franciszka, 1603

  Od wieków rozpala ludzką wyobraźnię wizja skrzyni pełnej skarbów, klejnotów i innych kosztowności. Dzieci bawią się w piratów, w poszukiwanie skarbów, żeby przejść przez etap odkrywcy i zdobywcy. Niektórym poszukiwaczom to nigdy nie przechodzi, nie przestają marzyć i szukać. W telewizji święcą triumfy programy typu „Gorączka złota” czy „Grenlandia – wyspa skarbów”.

  Mnie jednak równie mocno, co odkrycia, zajmuje kwestia renowacji. Nie tylko przygoda, związana z cennym znaleziskiem, ale też żmudna droga do pełnej świetności. Jak bardzo da się naprawić zniszczony przedmiot. Jak wiele ubytków można uzupełnić, żeby antyk pozostał antykiem, a nie jego kopią stworzoną z gipsów i wypełniaczy?

  Czy obiekt architektoniczny, przez kilka stuleci palony do zgliszcz, odbudowywany, kilkakrotnie przerabiany – nadal jest tym samym przybytkiem? Czy po kolejnych renowacjach – to nadal zabytek? Czy już kopia, obrazowanie raczej tego, co było, niż przedstawianie realnej formy?

  Poniżej link do artykułu, który po raz kolejny nasuwa mi taką myśl, choć jednocześnie cieszy tym, jak wiele się dzieje w temacie, jak wyraźnie rośnie świadomość i potrzeba podtrzymywania tego, co świadczy o naszych korzeniach.

 
http://www.bryla.pl/bryla/56,85301,17819186,Konkurs__Zabytek_Zadbany___Oto_najlepiej_odrestaurowane.html

   Oczywiście nie twierdzę, że nie należy tego robić, wręcz przeciwnie! Lecz zastanawia mnie to, w którym miejscu artefakt traci swoją duszę, czy istnieje taki punkt graniczny? Jak dalece można powrócić do pierwowzoru zdzierając, np. z obrazu brud, przemalowania, warstwy werniksu, kilkuwiekowe osady? Na szczęście z pomocą przychodzi nowoczesna technika, co nie znaczy jednak, że to wszystko robi się samo. Potrzeba wyczucia, pomysłu, żmudnej pracy, żeby kawałek po kawałku odsłonić brylant. Przy okazji przypomina mi się Panorama Racławicka, w tym wypadku wielkość obiektu sama w sobie jest potężnym utrudnieniem. Tym bardziej w podziw wprawia ogrom prac, jaki został włożony. Przy okazji ciekawie i szeroko udokumentowano prace konserwatorskie. Ile jednak jest takich, które trwają latami, o których nie słyszymy? Mrówcza praca…

darmowy hosting obrazków         Twórcy Panoramy Racławickiej

darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków

darmowy hosting obrazków

≈A≈