Szwajcarska czekolada

  Pierwsze chłodne dni już za nami. Dla mnie jesień zawsze zaczyna się pomarańczą dyń, które nagle pojawiają się z miejsce arbuzów na sklepowych półkach i domowymi przetworami, których co prawda sama nie robię, ale na szczęście dostaję. Liście przerzedzają się na drzewach. Częściej pada i wieje. Gdzieś w głowie pojawiają się myśli o ciepłym kocyku i zacisznych, domowych wieczorach. A czy można przyjemniej celebrować jesienny wieczór niż z kubkiem gorącej czekolady?

          „Dziewczyna z czekoladą” 1744, Jean-Étienne Liotard

  Odurzający, gęsty zapach ciepłej, słodko-gorzkiej przyjemności. Przez okno rozproszone jesienne słońce, rozświetla jasne, przestronne wnętrze. Podkreśla mleczną cerę pokojówki, świeżość sukni, biel fartuszka, miękką linię czepka. Czekolady nalano do pełna, szklanka wody dla rozcieńczenia. Pokojówka jest lekko przejęta, lecz pozbawiona uniżoności. Zdaje się, ze gdy poda napoje, odbiegnie z westchnieniem ulgi, z szelestem halek. Jest to zresztą bardziej dwórka, niż pokojówka. Nie wiadomo, kim była dziewczyna z obrazu. Sądzi się, ze to jedna ze zubożałych szlachcianek, jakie wówczas przyjmowano na królewskie dwory. Jesteśmy nie byle gdzie, lecz na cesarskim dworze wiedeńskim i to tutaj cudowny czekoladowy napój zyskuje sławę. To tutaj powstaje wizerunek, który za jakiś czas stanie się pierwowzorem jednej z pierwszych komercyjnych reklam (oczywiście czekolady, jakżeby inaczej).
Tymczasem światło odbija się od błyszczącej faktury sukni, zapada w fałdach, pochłania się w miękkiej ochrze gorsetu i lśni na satynowym czepku. Świeżość tego widoku potęguje szklanka krystalicznej wody, zdaje się, że czuć jej chłód i ożywczość. Ta szklanka ściąga uwagę, jest w samym centrum  obrazu i stanowi kontrast do mlecznej, miękko-pastelowej całości obrazu. Widać też, że artysta skupił się na wiernym oddaniu tego detalu, z dokładnym odwzorowaniem optycznych załamań i powiększeń.

  „Dziewczynę z czekoladą” stworzył Jean-Étienne Liotard ok. 1744 r. Wbrew pozorom nie jest to obraz olejny, lecz pastele, w których wyspecjalizował się ten szwajcarski portrecista. Na dworze Marii-Teresy, austriackiej cesarzowej przebywał w konkretnym celu portretowania cesarskiej rodziny. Liotard był jednym z malarzy – rzemieślników, który podążał za zleceniami, jeżdżąc wzdłuż i wszerz Europy, całkiem nieźle zarabiając swoją pracą. A że, jak widać talentu mu nie brakowało, to i na brak zleceń nie narzekał. Mawia się, że najzdolniejsi rzemieślnicy osiągają po śmierci najmniejsza sławę, ponieważ ich dzieła nie wiszą w galeriach, lecz zdobią prywatne rezydencje, zamknięte salony, miejsca nie oglądane tysiącami par oczu. (Jak historia z Vermeerem, ale o tym innym razem.) Jeśli chodzi o naszą „Dziewczynę z czekoladą” – za sprawą hrabiego Francesco Algarotti trafiła dość szybko na ściany drezdeńskiej galerii, gdzie z kolei wpadła w oko Henry L. Pierce’owi. Przyszły prezes firmy Walter Baker (producent czekolady i kakao) zachwycił się wizerunkiem, a zmysł praktyczny podpowiedział mu, jak go wykorzystać. I tak oto sztuka malarska stała się podstawa sztuki użytkowej.

≈A≈

4 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.