Marie Kondo „Magia sprzątania”

  Z założenia nie czytam żadnych poradników, poza książkami kucharskimi. Nie i już, przecież nikt mi nie będzie mówił, co mam robić, sama wiem najlepiej ! Doszłam jednak w życiu do punktu, w którym muszę przyznać, że obrosłam w różne dobra. Mam za dużo książek, kosmetyków, a zwłaszcza ciuchów. I z lekka przestałam nad tym panować, a do domu wkradł się zwyczajny bałagan. I kiedy zaczęłam się już mocno zastanawiać nad dodatkową przestrzenią, z różnych stron doszły do mnie ochy i achy nad poradnikiem „Magia sprzątania” Marie Kondo. Kupiłam, przeczytałam, polubiłam. A teraz wyjaśnię, dlaczego.
Nie chodzi o banalne porady: „zrób sobie przestrzeń, a lepiej się poczujesz”, czy też „ubrania układaj kolorami lub wg pór roku”. Nie dowiemy się z tej książki, czym czyścić plamy, ani gdzie najlepiej przechowywać kapelusze. Tą książka uczy, jak pozbywać się przedmiotów bez wyrzutów sumienia. Ot i cały klucz sukcesu.
Nie jest trudno wyrzucać rzeczy, które nam się nie przydadzą. Ale sami powiedzcie, ile jest takich, których ŻAL, np:
- nasz pierwszy i ukochany Miś, który się sypie ze starości, ale przecież jest pierwszy, no i ukochany;
- mądre książki, które jeszcze mogą się przydać, a zwłaszcza dziecku (tak, temu samemu, które zaczyna i kończy dzień z internetem);
- spodnie, do których trzeba tylko trochę schudnąć;
- spodnie, które są za duże, ale gdyby odchudzanie magicznie odwróciło tendencję w tycie…;
- kubek od koleżanki z podstawówki, z jej pierwszych wakacji we Włoszech;
- tylko trochę użyty balsam, który nieładnie pachnie, ale skoro jest go całe opakowanie… no, niegospodarność byłaby;
- i więcej, i więcej.
Skutek jest taki, że masa pamiątek ląduje gdzieś na strychach, piwnicach, pawlaczach, ciuchy ne mieszczą się w szafach, pamiątki z podróży na półkach, a książki nigdzie.
Sposób Marie Kondo jest prosty i ujmujący. Mianowicie taki, żeby przechowywać tylko takie rzeczy, z którymi dobrze się czujemy, dobrze na poziomie emocji, odczuć. A tym rzeczom, z którymi chcemy się rozstać i jest ciężko – należy podziękować (w duszy rzecz jasna) za to, że tak dobrze nam posłużyły. A wręcz, że ich istnienie w naszym domu nauczyło nas, że ich NIE potrzebujemy.
Proste?
Naprawdę lubię Japończyków za prostotę.

  I o tym również będzie w jednym z następnych odcinków.

A książkę polecam z czystym sumieniem.

≈A≈

3 Komentarze

  1. Kto z nas nie ma problemu z pozbywaniem się, rzeczy? Atawizm z czasów gdy człek trudnił się ZBIERACTWEM i łowiectwem, każe nam gromadzić. W pewnym momencie niczym kula u nogi, balast, ciąży nam ten cały zbędny dobytek. A przecież można inaczej…
    Dziękuję za tą recenzję. Liczę, że zgodnie z tym co napisałaś, Marie Kondo przemówi do mojego wewnętrznego jaskiniowca. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.