Późna wiosna van Gogha

 

Wyobraźmy sobie…

   Parny czerwcowy wieczór. Ogród, pełen świeżej zieleni, skoszonej trawy. Jest duszno, gorąco. Powietrze stoi w miejscu. Niebo zasnuwa się mleczno-szarą mgiełką chmur i zdaje się oczywiste, że nadciąga burza. Lecz teraz jest jeszcze cicho, spokojnie, sennie. Słychać krzyki bawiących się dzieci i brzęczenie owadów wśród liści.

   W cieniu pnącego krzewu białych róż jest zaciszny zakątek. W parnym, ciężkim powietrzu miesza się upajająca woń dojrzałych w słońcu kwiatów róż i czarnego bzu. Z ciężkiej różanej głowy odrywa się pojedynczy płatek, bezszelestnie spada w trawę. Tymczasem wśród liści skrył się chrząszcz, przebiera czółkami w poszukiwaniu nektaru ukrytego wśród mięsistych płatków. Pierwszy chłodniejszy powiew porusza lekko listkami.

   Patrzcie…

„Róże i żuk”, 1890

≈A≈

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.